Bez kategorii

Z wizytą u ogrodnika, czyli szalony miesiąc.

Szalony miesiąc – maj, to  najlepszy czas na wizytę u ogrodnika . Mam wrażenie, że tych wizyt w tym miesiącu było mnóstwo . Jeszcze kilka lat temu to ja odwiedzałam okoliczne ogrody, a teraz to Wy wszyscy odwiedzacie mnie. Z tego miejsca ( rety jakie to komercyjne ) chciałabym Wam bardzo serdecznie podziękować, za odwiedziny, za krótkie rozmowy no i oczywiście za to, że wybieracie do swoich ogrodów nasze rośliny .Mam nadzieję, że wiedza jaką staram się Wam przekazać podczas tych krótkich odwiedzin będzie dla Was przydatna . To gadanie do Was sprawia mi niebywałą frajdę ( chodź w tym wypadku żałuję, że nie mam głosu jak Agnieszka z Ogród mówi  ) . Nie mniej jednak staram się z podobnym zaangażowaniem.

Szalony miesiąc – pogoda . Albo za zimno, albo za ciepło . Całe szczęście wegetacja ruszyła z kopyta i nawet fakt późnych wysiewów warzyw nic sobie z tego nie robi. Wszystko rośnie, ma się dobrze, mamy już pierwsze pomidorki, a sałata doczekała się już pierwszych zbiorów. W natłoku tych wszystkich obowiązków zapomniałam o ogórkach, ale mam zamiar nadrobić to na dniach. Truskawki kwitną obficie, a jabłonie zdobiły w tym roku wszystkie okoliczne ogrody.

 

Szalony miesiąc – landrynkowy projekt .

To bardzo spontaniczny projekt dedykowany Weronice z Werxwer  . Miał być tak samo pozytywnie zakręcony jak Wera, różowy i z rozmachem, w tej swoistej spontaniczności o godzinie 14:30 wybrałam się do sklepu po farbę w kolorze różowym. Przechodząc przez dział ogrodniczy rzuciły mi się w oczy tak charakterystyczne dla mojego regionu zamieszkania różowe flamingi i jakieś spatynowane kaczki ( to chyba efekt występujących kwaśnych deszczy ). O godzinie 14:45 (- tak przejście przez ten busz zajął moje cenne 15 minut ) opuściłam dział ogrodniczy i udałam się w poszukiwaniu różowej farby. Po dojściu na określony dział z emaliami, doszłam do wniosku, że nie ma różowej farby, więc o godzinie 15:00 mój wybór padł na turkus . Gdybym wstrzymała się z zakupem dostrzegłabym na IG Wery, że wystarczy do białej farby dodać odpowiednie pigmenty. Nie mniej jednak kolejka do kas była zdecydowanie zbyt krótka niż czas oczekiwania na ten post. Landrynkowy2k17 pod takim hashtagiem można znaleźć i projekt i większość postów Wery na Instagramie rozrósł się już, więc będzie okazja Go zaprezentować.

Z wizytą u ogrodnika, czyli – ekspresowy nalot na ogród mamy .

Tak bym nazwała tegoroczny Dzień Mamy . Wpadłam i wypadłam . Miałam w ten dzień dość dużo zamówień na kwiaty . Oczywiście kwiaty to też był główny prezent dla Mamy . Zdążyłam zrobić kilka zdjęć, z chęcią pokażę Wam kilka z serii tych „zamazanych” haha, co ja poradzę, że tak podobają mi się zdjęcia Zielonej Bombonierki czy Ogrodowej Pasji . Niestety nie posiadam żadnych radzieckich szkieł do rozebrania więc póki co mażę tą moją 50-tką .

 

 

Z wizytą u ogrodnika – czyli szybki wypad do Ogrodu Śląskiego . Raz, że niedziela, dwa, że blisko, trzy, że dawno nie byłam . Trzeba było podładować baterię na kolejny miesiąc . Było spotkanie z Panem Markiem Jezierskim – prowadzącym program Rok w ogrodzie. Były rozmowy o powstawaniu programu , o roślinach wracających do łask, dochodzę do wniosku, że chyba większość czasu ja gadałam haha, w międzyczasie był konflikt pokoleniowy o boleriozie i głupocie, fakcie, że jedną z tych chorób można zarazić się raz w roku. No cóż, w pewnym momencie brakło mi argumentów. Była też awaria dozownika pokarmu dla rybek . Tak właśnie dozownik pobierał 2 złote, a pokarmu nie wysypywał . Mam tylko nadzieje, że rybki dostaną jeść pomimo tej sytuacji, bo jeśli są zdane wyłącznie na ten dozownik to im współczuje.

Zdjęć Wam dzisiaj dostarczyłam , więc miłego oglądania i do zobaczenia, usłyszenia wkrótce . Pozdrawiam Daria.

 

5 Comments

  1. A to ty nie wiesz, że Ogrodowa Pasja też maże pięćdziesiątką? Hihi 😉 Ba! Mazać można i bez szkieł, też fajna zabawa 🙂

    U mnie po czosnkach zostały ino wspomnienia :'( Jeszcze trochę Mount Everestów i Globemasterów mam, a cała reszta już przekwitła. Może i dobrze, bo zakupy jesienne, chociaż przyniosły wiele radości to okazały się być klapą do kwadratu. Mniej więcej połowa zakupionych ‚Purple Sensation’ okazała się być Gladiatorami 🙁 I nawet nie wiem do którego sklepu mieć pretensje, bo kupowałam w każdym markecie przy okazji niemal każdych zakupów- to choroba, ale się nie leczy 😉

    Pozdrawiam 🙂

    Reply
    1. mdprojektogrod Author

      Nie wiedziałam kochana , haha. Mnie w tym roku mało czosnków przetrwało, kwietniowa zima mi je położyła i tylko nieliczne się podniosły , za to te które przetrwały pięknie zdobią nadal . Ja swoje zamawiam u głównego dystrybutora cebul, więc w razie co wiem gdzie się udać 🙂 Pozdrawiam

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *